RSS
 

Bobrowski vs Grabowski

26 sty

Stefan Bobrowski

Fatalny pojedynek naczelnika zwanego chodzącym arsenałem z białym hrabią. Ten ów hrabia Grabowski w pojedynku z 12  kwietnia 1863 roku, zabił czołowego działacza „czerwonych” o tym samym, przybranym nazwisku Grabowski…

Zacznijmy od chronologicznego początku…

Po upadku dyktatury Mierosławskiego, Tymczasowy Rząd Narodowy pod kierownictwem Stefana Bobrowskiego (z obozu czerwonych) postanowił nie wybierać więcej dyktatora. Inaczej zaś wyobrażali sobie tą kwestię biali. Bez zgody TRN mianowali gen. Mariana Langiewicza nowym dyktatorem.  Przy mianowaniu posłużono się intrygą. Wybór na  ręce nowego dyktatora złożył fałszywy wysłannik hr. Adam

Arystokrata – bankrut korzystając z samozwańczej funkcji

rzecznika rządu przywłaszczał sobie pieniądze na zakup broni.

Grabowski podając się za kuzyna Bobrowskiego. Arystokrata – bankrut korzystając z samozwańczej funkcji rzecznika rządu przywłaszczał sobie pieniądze na zakup broni. TRN ze względu na niesprzyjające okoliczności musiał uznać dyktaturę Langiewicza. Nie trwała ona zbyt długo, gdyż w dość krótkim czasie jego oddziały zostały pobite a sam generał aresztowany przez Austriaków.  Tym razem Bobrowski uprzedzając białych udał się do Krakowa, gdzie pośpiesznie wydając manifest uratował władzę powstańcze przed kryzysem. Podpisując się użył, jako pierwszy z członków rządu, swojego prawdziwego nazwiska. Także podjął próbę wyjaśnienia sprawy związanej z dyktaturą Langiewicza. W tym celu wezwał hrabiego na sąd powstańczy.

Agaton Giller W trakcie obrad „Bobrowski mając tego awanturnika (notabene słusznie) za zdrajcę, a co najmniej za osobę niegodną, nie podał mu ręki”. Ciekawe jest fakt, że: „Jeszcze przed sądem Bobrowski umówił się z Agatonem Gillerem, jednym z przywódców postania, że nie podadzą ręki „oszustowi”. Ale tylko naczelnik dotrzymał umowy.” Czyżby Giller działał w porozumieniu z białymi? Sięgając w niedaleką przyszłość wiemy, że po śmierci naczelnika kierownictwo przechodziło w ręce… Gillera i białych.

Bobrowski pisał do Langiewicza o hr. Adamie Grabowskim: ” (…) jest to awanturnik najpospolitszy, o którym poważnemu politykowi nawet wstyd wspominać (…)”. Gdy ten  list dostał się do środowiska opozycji, urażony tymi słowami Grabowski wyzwał Bobrowskiego na pojedynek. Tą sprawą zajął się Sąd Honorowy. Kolejnym ciekawym faktem jest, ze w jego skład wchodzili zwolennicy Grabowskiego, a tym samym hrabia decydując się na oddanie sprawy pod sąd honorowy, wiedział jaki będzie jego wyroku.

Świadom swej roli wodza i odpowiedzialności za losy powstania, wezwania do  pojedynku nie przyjmuje.  Wobec odmowy biali stworzyli dylemat utraty honoru i śmierci hańbiącej, jeśli by Bobrowski pojedynku nie przyjął. Mimo tego w tym postanowieniu utrzymywał go gen. Józef Wybicki, który ponadto wystosował pismo do sądu w sprawie nierozliczonych pieniędzy pobranych przez hrabiego na formowanie oddziałów.

On jednak śmierci się nie lękał. Wziął na kilka dni urlop pod pozorem załatwienia spraw osobistych i ruszył pociągiem na miejsce walki wezwany przez Kazimierza Krasickiego – jego sekundanta.

Ale dlaczego przyjął wyzwanie!?

Wydawałoby się, że ważną rolę tu odegrała kwestia honoru. Bobrowski jako naczelnik Warszawy i „przywódca” powstania nie mógł pozwolić na znieważanie jego czci i honoru. S. Kieniewicz piszę, że Bobrowski miałby ulec kodeksowi honorowemu, który nakazywałby mu przyjęcie pojedynku. Ale czy tu można mówić o utracie honoru, gdyby praktyczny przywódca powstania, naczelnik Warszawy mógłby zginąć i osłabić powstanie w potyczce z hrabią – bankrutem, awanturnikiem i karciarzem?

Inny powód podaje nam Tadeusz Bobrowski – brat Stefana. Teza ciekawa, bo wprowadza całkiem odmienne myślenie o Bobrowskim:

„… głębokim przeświadczeniem niechybnej bliskiej śmierci, wiało z nich takim znużeniem zwątpieniem, że dopiero po przeczytaniu tej przedśmiertnej spowiedzi znalazłem rozwiązanie pytania: jak on mógł przyjąć wyzwanie? Mam przekonanie, że zwątpiwszy o poślubionej przez siebie sprawie […] sam już żyć nie pragnął, a wolał zginąć z cudzej niż własnej ręki, nie szerząc zwątpienia.”

Jednak racji nie miał brat naczelnika, gdyż powyższym słowom zaprzecza rozmowa przeprowadzona jeszcze przed odjazdem z Warszawy naczelnika z A. Gillerem. Wynika z niej, że Bobrowski do końca wierzył, że uda mu się znaleźć sposób na oddalenie pojedynku. Także w ostatnim liście do Padlewskiego  widać było zapał do pracy, potężną „wiarę w tryumf sprawy”.

Jak widzimy sprawa pojedynku jest owiana wieloma niewiadomymi…

„Wiecznie miał po kieszeniach pełno pistoletów, rewolwerów i sztyletów…”

Jan Majkowski

Rozpoznanie sił wroga…

Przytoczmy słowa Pawła Jasienicy:

„… Dnia 12 kwietnia w Lesie Łaszczyńskim pod Rawiczem stało naprzeciw siebie dwóch mężczyzn. Obaj trzymali w dłoniach pistolety. Warunki pojedynku nie są znane. Przypuszczać można, że przeciwnicy nie stali od siebie bliżej niż na dziesięć kroków.

Jeden z nich, mały i szczupły brunecik, to nasz dobry znajomy, Stefan Bobrowski. Drugi, wielki i potężny, z wąsami jak wiechcie i ponurą, bezczelną twarzą szlacheckiego zawalidrogi, nazywał się Adam hrabia Grabowski.

Dokończmy opis obydwu postaci, aby ujrzeć szanse na zwycięstwa w tym pojedynku. Także spróbujmy ocenić ich zdolności posługiwania się bronią.

Jako pierwszy hrabia. Jako ochotnik służył w pruskim wojsku jako kamerjunkier (czyt. zdolny strzelec). Zaś z drugiej strony Bobrowski – dwudziestoparoletni naczelnik miasta. Zapewne jego zdolności posługiwania się bronią są niewielkie. Chociaż nazywany był chodzącym arsenałem. „Wiecznie miał po kieszeniach pełno pistoletów, rewolwerów i sztyletów…” Jednak dolegała mu pewna choroba. Przytoczmy ponownie Pawła Jasienicę:

O. Awejde napisał: „Drugiego Bobrowskiego rewolucja już nie miała.”

„Stefan Bobrowski był krótkowidzem. Krótkowidzem tak strasznym, że równało się to właściwie ciężkiemu kalectwu. Jako konspirator był nawet w pewnym sensie niebezpieczny, bo o trzy kroki znajomych nie poznawał, potrafił szpicla na ulicy wziąć za towarzysza lub włazić wprost na policyjne obstawy. Jego kalectwo od pierwszego spojrzenia rozpoznawał każdy, kto go tylko raz spotkał. Bobrowski nie umiał czytać inaczej niż trzymając książkę przed samym nosem i przymykając na przemian to jedno, to drugie oko. Bez tego w ogóle nie mógł dać sobie rady. Żadne szkła mu nie wystarczały.”

Pojedynek i następstwa

Teraz łatwo przewidzieć wynik tego starcia…  Tak, tak Grabowski, ten zabójca i awanturnik ładuje kulę z pistoletu w samo serce Bobrowskiemu, który pada na ziemię.

Jak ustne przekazy potomnym głoszą, ciało przywódcy „czerwonych” krwią zbroczone, zawleczono do stodoły nieistniejącej obecnie leśniczówki Stanisławowo. Wieczorem przewieziono je na cmentarz i pod osłoną nocy zakopano w dole. Dopiero po 10 latach dane było dowiedzieć się matce o śmierci jego syna Stefana.

Sprawcy śmierci Bobrowskiego, próbując  usprawiedliwić swój hańbiący czyn rozgłosili oszczercze plotki mówiące, iż miał to być pojedynek o kobietę, jak to często wówczas bywało. Na samego Grabowskiego wydano nakaz aresztowania, lecz ten … zniknął. Ku zdziwieniu po latach sam hrabia  zabiegał o rehabilitację w związku z pojedynkiem – z rezultatem negatywnym.

Śmierć Bobrowskiego miała fatalne skutki dla przyszłości powstania. Spowodowała odrzucenie planów społecznych co do rozszerzenia powstania do mas. Wiele jego pomysłów upadło, gdyż dla następców wydawały się być zbyt radykalne. O. Awejde napisał: „Drugiego Bobrowskiego rewolucja już nie miała.”

 

Źródło:

Jerzy Besala, Dorota Lis i Adam Krawiec – „Tajemnice Historii. Polska. Europa. Świat”

Paweł Jasienica  – „Dwie drogi”

Stanisław Kieniewicz – „Powstanie Styczniowe”

wikipedia.pl

 

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii XIX wiek

 

Dodaj komentarz